piątek, 11 maja 2012

Głównym tematem "Syzyfowych prac" (1897 r.) Stefana Żeromskiego jest edukacja szkolna w okresie zaborów. Żeromski odwoływał się w tej powieści do własnych doświadczeń. W zaborze rosyjskim szczególnie silnie kładziono nacisk na narzucanie Polakom języka rosyjskiego i rosyjskiej kultury, aby doprowadzić do wynarodowienia Polaków. Przejawem rusyfikacji było np. nauczanie w szkołach wyłącznie w języku rosyjskim. Jak zobaczycie we fragmencie filmu, także lekcje języka polskiego dla polskiej młodzieży odbywały się po rosyjsku i były nieobowiązkowe.

W poniższym fragmencie nowy uczeń Bernard Zygier (wydalony ze szkoły warszawskiej za patriotyzm) recytuje "Redutę Ordona" Adama Mickiewicza. Wiersz ten odwołuje się do historii Powstania Listopadowego. Tytułowa reduta stanowiła część fortyfikacji obronnych powstańców. Utwór wprost wyraża nienawiść wobec cara Rosji, stąd zrozumiałe przerażenie nauczyciela, który nie może mówić uczniom także o patriotycznych elementach biografii Mickiewicza.

Tytuł powieści odwołuje się do mitu o Syzyfie. Syzyfową pracą nazywamy bezsensowne działania skazane z góry na niepowodzenie. Jak myślicie, co tutaj jest określone jako syzyfowa praca?



 

Zygier złożył książkę, przez chwilę się namyślał i wnet zaczął mówić głosem nie donośnym, ale dźwięcznym, jak szlachetny metal: «Nam strzelać nie kazano. Wstąpiłem na działo...»

Usłyszawszy te wyrazy, Sztetter zerwał się na równe nogi i zaczął machać rękami, ale Zygier nie umilkł. Jakby odepchnięty jego wzrokiem nauczyciel siadł na swem krześle, podparł głowę rękoma i nie spuszczał oka z szybek we drzwiach. W klasie stała się cisza. Wszystkie oczy skierowały się na wypowiadającego «wiersze polskie». Ten mówił równo, ze spokojem i umiarkowaniem, ale jednocześnie z jakąś ukrytą w słowach, wewnętrzną gwałtownością, która kiedy niekiedy, w pewnych cezurach, wymykała się między sylabami. Dziwne, niesłychane słowa przykuwały uwagę, potężny obraz boju rozwierał się przed oczyma słuchaczów — i nagle mówca dźwignął swój głos o stopień wyżej:

 

«Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże,
Gdy poselstwo francuskie twoje stopy liże,
Warszawa jedna mocy twej urąga!
Podnosi na cię rękę...»

 

Nauczyciel syknął i zaczął wstrząsać głową. Wtedy «Figa» — Wałecki wylazł ze swej ławki, zbliżył się do drzwi, wspiął na palce i, spoglądając uważnie w korytarz, machnął ręką na Zygiera, żeby gadał dalej. Nie była to już recytacja utworu wielkiego poety, lecz oskarżenie uczniaka polskiego, zamknięte w zdarzeniach bitwy. Był to własny utwór, własna mowa. Każdy obraz walki dawno przegranej wydzierał się z ust mówcy, jako pragnienie uczestnictwa w tem dziele zgubionem. Uczucia dziecięce i młodzieńcze, po miljon kroć znieważane, leciały teraz między słuchaczów w kształtach słów poety, pękały wśród nich, jak granaty, świszczały, niby kule, ogarniały dusze na podobieństwo kurzawy bojowej. Jedni słuchali wyprostowani, inni wstali z ławek i zbliżyli się do mówcy. Borowicz siedział zgarbiony, podparłszy pięścią brodę, i rozpalone oczy wlepił w Zygiera. Dręczyło go przemierzłe złudzenie, że on to wszystko już niegdyś słyszał, że on to nawet gdzieś jakby własnem okiem widział, ale nie mógł pojąć, co będzie dalej — i słuchał ze wstrętem i złością, ale z dreszczem dziwnego bólu w piersiach. Wtem Zygier zaczął mówić:

 

«...nieraz widziałem
Garstkę naszych, walczącą z Moskali nawałem,
Gdy godzinę wołano dwa słowa: — pal! nabij!
Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi,
A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność,
Nakoniec bez rozkazu pełnią swą powinność,
Nakoniec bez rozwagi, bez czucia pamięci
Żołnierz, jako młyn palny, nabija, grzmi, kręci
Broń od oka do nogi, od nogi — na oko...
Aż ręka w ładownicy długo i głęboko -
Szukała... Nie znalazła... I żołnierz pobladnął,
Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie wtadnął
I poczuł, że go pali strzelba rozogniona
I puścił ją i upadł... Nim dobiją, skona...»

 

Borowicz zamknął oczy. Znalazł już wszystko. To ten sam żołnierz, o którym mówił mu przed laty strzelec Noga na pagórku pod lasem. Ten sam, zabity nahajami, leżący w skrwawionej mogile pod świerkiem, Serce Marcina szarpnęło się nagle, jakby chciało wydrzeć się z piersi, ciałem jego potrząsało wewnętrze łkanie. Ścisnął mocno zęby, żeby z krzykiem nie szlochać. Zdawało mu się, że nie wytrzyma, że skona z żalu. Sztetter siedział na swem miejscu wyprostowany. Powieki jego były, jak zwykle, przymknięte, tylko teraz kiedy niekiedy wymykała się z pod nich łza i płynęła po bladej twarzy.

Znalazłam fragment filmu, którego nie udało nam się obejrzeć na lekcji. Przypomnijcie sobie, w jaki sposób w utworze Kamieńskiego budowane było napięcie i dynamizm całej sytuacji. Wskazywaliśmy m.in. nagromadzenie czasowników w czasie teraźniejszym.

W jaki sposób ten sam efekt został zbudowany filmowymi środkami wyrazu? Jaką rolę pełnią zastosowane ujęcia? Co oprócz obrazu podkreśla atmosferę? A kto pamięta, co mówiłam o retardacji? Plusy za trafne komentarze.



czwartek, 09 lutego 2012

 Stanisław Barańczak, poeta i tłumacz (brat Małgorzaty Musierowicz), ułożył humorystyczne streszczenia najważniejszych sztuk Szekspira. Źródło: Biografioły.

HAMLET

Duch: brat jad wlał do ucha.

Syn ducha: o, psiajucha!

Stryja w ryj? Drastyczny krok.

Zwłoka. Jej finał:stos zwłok.

 

ROMEO I JULIA

Rody Werony: wraży raban.

Młodzi: hormony. Starzy: szlaban.

Mnich: lekarstwem zielarstwo?

Finał: trup grubą warstwą.

 

OTELLO

Tło: gondole i doże.

Centrum uwagi: łoże.

Wąż: Jago. Mąż: "Ja go!..." Duszona:

Żona. Finał: obsada kona.

 

MAKBET

Szkot: bestia bitna.

Żona: ambitna.

Ręce umywa. Ma gdzieś.

Bór: marsz na mur! Finał: rzeź.

 

KRÓL LEAR

Król ojciec: lebiega.

Błazen: go ostrzega.

Córki: dwie złe, jedna lepsza.

Finał: wszystko się rozpieprza

15:40, superbuda
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5